Grupa naTemat

Wychowaliśmy takie pokolenie mężczyzn

Wsiadłam kilka dni temu do pociągu. - Przepraszam pana, czy mógłby pan pomóc mi włożyć walizkę na półkę? Walizeczka mała na jeden dzień, ale jednak, dla mnie i wysoko i stoi obok mężczyzna... - Nie. Mam chory kręgosłup. Ani przepraszam, ani pani wybaczy… Nic. Wcześniej włożył swoją wielką walizę bez wysiłku. Wstała obok siedząca pani i powiedziała:- Pomogę pani. Wzięła moją walizkę zanim zdążyłam zaprotestować i wrzuciła na górną półkę.

Kiedy wysiadałam, zanim zdążyłam się zorientować zdjęła moją walizkę i podała mi wyciągając rączkę i dopinając zamek. - Pomóc panu? - zapytała mężczyznę? I naprawdę nie było w tym ani grama złośliwości. Byłam w szoku.


Na dworcu schodach po schodach, z walizką, żaden z mijających mnie panów nawet się nie zawahał żeby mi pomóc. W pewnym momencie ktoś krzyknął - Halo! Proszę pani! Odwróciłam się. Jakiś pan, pokazywał mi nogą papierek leżący przy nim na posadce. - To pani wypadło! I czekał, że podejdę i podniosę. Podeszłam, podniosłam nieważny jakiś kwitek i powiedziałam - Dziękuję panu.

Przeczytaj kontynuację tego tekstu i reakcję mężczyzn.

Przysięgam, że był w tym z kilogram złośliwości, ale on tego nie zauważył. Przed dworcem inny pan zabrał mi jedyną stojącą taksówkę, do której zmierzaliśmy razem, a taksówkarz wysiadł, włożył jego walizkę do bagażnika, nawet na mnie nie spojrzawszy. Postanowiłam pójść spacerem, było wiosenne słońce, miałam niedaleko. Po jakimś czasie jednak zrezygnowałam i zdecydowałam się ostatni odcinek przebyć tramwajem. W tramwaju wszyscy mężczyźni siedzieli, kobiety stały. Przy wysiadaniu nikt z panów mi nie pomógł, jakaś pani wsiadająca do tramwaju odsunęła się i wstrzymała innych wsiadających, robiąc mi więcej miejsca.

Wieczorem odwiedziłam kuzynkę mieszkającą w tym mieście, wychowującą wnuka, na emeryturze. Opowiedziałam jej moje poranne przygody. - Co się dzieje? - zapytałam. Dawno nie podróżowałam sama, nie korzystam z komunikacji miejskiej… Co się dzieje? - Ach, wiesz, wiele się zmieniło - odparła. To nasza wina. Rozczarowane życiem i naszymi mężczyznami przerzuciłyśmy całą miłość, nadzieję i uwielbienie na synów.

Wychowałyśmy takie pokolenie mężczyzn. Czy znasz matkę, która nie usługiwałaby całe życie synowi jak niewolnica, i jeszcze nie byłaby z tego powodu najszczęśliwsza? Ja nie znam. To wszystko nasza wina, niestety. Mieszkam z synem i jego rodziną. Kilka dni temu wróciłam z sanatorium. Walizkę zostawiłam przy drzwiach wejściowych i mój syn mijał ją bezrefleksyjnie cały dzień, a wieczorem, kiedy już uśpiłam małego, wniosłam ją sama do mojego pokoju na górę. Normalne, westchnęła.

A przypatrzyłam się potem jak karmiła wnuka, rozbierała, zdejmowała mu kapcioszki, sprzątała jego zabawki przed snem i słyszałam, jak on nie reaguje na żadne jej prośby i tłumaczenia, że ma gościa, i słuchałam jak czytała mu do snu, mimo że ja siedziałam sama i czekałam na nią, bo protestował głośnym rykiem, kiedy przerywała czytanie. Kiedy wróciła i wreszcie siadłyśmy razem zdenerwowana tłumaczyła, że popłakał się, bo dzieci są teraz mało odporne, że musi uważać co mu czyta, że szczególnie chłopcy są teraz bardzo delikatni. Dziewczynki są dużo mniej wrażliwe.

Jadę do Grudziądza grać DANUTĘ W. samochodem. Mam dosyć kontaktu z rzeczywistością.


Dziennik Krystyny Jandy
Facebook Krystyny Jandy
Twitter Fundacji Krystyny Jandy Na Rzecz Kultury

Tytuł i lead artykułu pochodzą od redakcji
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
Obyczaje
Skomentuj