W podróży do Włoch

Wakacje. Dojechałyśmy. Piszę bo podobno wielu ludzi czeka na tę relację z podróży. Bardzo mi miło. Mimo że to dzień po Brexit-cie. Anglia wychodzi z Unii. Jeszcze nie wiemy co to znaczy, domyślamy się. Magda Umer, Zuzia Łapicka i ja w podróży do Włoch , samochodem Magdy. Ona prowadzi, po nocnym powrocie z koncertów w Lublinie! Nie daje sobie wyrwać kierownicy. Podniecone i szczęśliwe że wakacje się zaczynają ruszamy z Milanówka.

Żegna nas moja mama, wszystkie psy i kot w oknie. Magda pisze w GPSie samochodu - Venecja - jeszcze przed bramą i skierowuje nas on, jak się okazuje bez sensu na A2 zamiast od razu na drogę katowicką. Błąd, ale ufne i szczęśliwe tego nie wiemy. Na razie nie możemy uwierzyć w swoje szczęście.



Pod Łodzią zaczynamy się kręcić w kółko, nie możemy wyjechać na dobrą drogę, GPS głupieje także, opowiada nam bzdury, po dwóch godzinach bezsensownych, mylnych decyzji i naszych i tego urządzenia dzwonimy do przyjaciółki Małgosi, która przecież często do Wiednia, tą drogą. Ona w szpitalu, właśnie pod kroplówką z chemią. Wyprowadza nas szczęśliwa że może się zająć czymś innym niż swoją chorobą. Dzwonimy do niej do tego szpitala wielokrotnie, potem ona do nas, sprawdza gdzie jesteśmy, jesteśmy w kontakcie aż do hotelu pod Wenecją, podróżuje z nami. Podróż staje się metafizyczna. Wspominamy wszystkich chorych, zagubionych w kłopotach, nieszczęściach, także tych którzy odeszli ostatnio. Opowiadamy o pogrzebach, na szczęście czule, miło, śmiejemy się z samych siebie ze swoich lęków i uprzedzeń.

Pod Wenecją przychodzi wiadomość o śmierci Adama Kiljana a potem Moniki Dzienisiewicz. Noc w hotelu w Mestre i potem pół dnia szczęścia w Wenecji, najpiękniejszym miejscu Europy. Nocą w hotelu czytam „ Zapiski z wygnania” Sabiny Baral. Przejmująca relacja, niezwykła książka o Wygnanych 68 roku. Bardzo takiej książki brakowało. Ta relacja jest tak prosta, oczywista, logiczna, uświadamia rzeczy o których nikt nigdy głośno nie powiedział. Nie mogę zasnąć, przed oczami obrazy i najdotkliwsze zdania z tej książki i galeria przyjaciół mieszkających za granicą, ofiar czystki moczarowskiej.

Następnego dnia siedzimy we trzy, tradycyjnie w kawiarni Florian, na placu św. Marka, jak wiele lat wcześniej, bo zawsze wierzyłyśmy że to przyniesie szczęście na cały przyszły rok pracy. Wspominamy jak siedziałyśmy tam z naszymi bliskimi, przyjaciółmi, nasze małe dzieci bawiły się na placu, karmiły gołębie. Teraz dzwonią nasze dorosłe dzieci, pytają czy w porządku, jak nam idzie. Chcą dzielić z nami radość. Oni tam zdają egzaminy, piszą prace licencjackie, pracują, mają dzieci, są daleko gdzieś w świecie… mój syn dzwoni trzykrotnie - jak wam zazdroszczę! Chcę powiedzieć… tak was kocham, ale się wstydzę przy przyjaciółkach, ściszam głos…co ? Co mamo? - Nic, nic. Wie to.

Idziemy na wystawę Helmuta Newtona i ruszamy dalej, tam gdzie ponad 20 lat, każdego roku. Cały czas na telefonie, na wiadomościach z Polski, przyjaciele wysyłają nam bezustannie relacje z przebiegu meczu. Na rzuty karne stajemy na parkingu z nerwów. Po wygranej pijemy kawę i ruszamy dalej uspokojone. Wyobrażamy sobie co się dzieje w Polsce. Jedziemy, spokojnie, pasiemy oczy tym pięknem za oknami samochodu i rozmawiamy, rozmawiamy , rozmawiamy, dawno się nie widziałyśmy, rok, te momenty podczas premier czy okazyjnych spotkać się nie liczą, musimy się nagadać. Wylać z siebie smutki i radości, obawy i wątpliwości, najgłębiej ukrywane cały rok myśli. Przyjaciółka ze szpitala pisze długie smsy, stają się coraz bardziej filozoficzne.

Dojeżdżamy nocą, klucz w kawiarni, nie możemy otworzyć furtki, pan z agencji musi przyjechać. Trzeba było tylko nacisnąć guziczek. Rozchodzimy się po sypialniach, któraś chce coś włączyć do prądu, wywala nam światło, machamy ręką , idziemy spać. Jutro będzie nowy wakacyjny szczęśliwy dzień bez trosk, wszystko załatwimy. Rano przychodzi wiadomość, że nasz spektakl „ Depresja komika” zostaje uznany najlepszą komedią sezonu a Unia Europejska siada do rozmów o przyszłości bez Polski i Węgier.

POLUB NAS NA FACEBOOKU