Prawdziwie teatralny dzień

Mój wczorajszy dzień można nazwać prawdziwie teatralnym. Moje wszystkie dni są teatralne, ale wczoraj! To pewnie przyśpieszenie na koniec roku, pomyślałam.

Rano przeczytałam , właściwie świtem, jeszcze w łóżku, utwór teatralny kuriozalny, napuszony, piramidalny, ale z wielkich uczuć i potrzeby napisany, to pewne. Przepuściłam go w kolejce do czytania , bo autor zadręczał mnie emailami, czy już poznałam dzieło, a żądał nie tylko wystawienia ( 24 postaci sceniczne w obsadzie) ale także wydrukowania go. Kolejka do czytania u mnie dość długa w tym roku, bo płodność polskich dramaturgów , szczególnie debiutantów, wyraźnie wzrosła, a wachlarz tematów i gatunków teatralnych oszałamia jak i pomysły. Ten wczorajszy to coś w rodzaju poematu epickiego , prawie Grażyna Mickiewicza.
Potem pojechałam na próbę Udając ofiarę do Och-Teatru , po czym do Teatru Polonia aby zbadać sytuację produkcyjną i artystyczną Mgnienia , którego premiera już 10 grudnia tamże, na małej scenie.

Po czym rozmowa z Jankiem Peszkiem o wiosennej produkcji w Och-Teatrze Kolacja dla jednej i jeszcze paru osób, a potem pierwsze dokumenty i ustalenia dotyczące Nosa Gogola , którego próby tuż, tuż po Nowym Roku.

O 19:00 zasiadłam na widowni Teatru Akademii Teatralnej gdzie spędziłam dwie godziny, ze studentami Akademii grającymi Barbarzyńców Gorkiego, dobry spektakl a od talentów i pomysłów aż iskrzyło. Na scenie sytuacja emocjonalna wyciskająca pot ze ścian i dekoracji. Młodość i uroda.

Tuż po spektaklu, biegiem do Teatru Powszechnego na Calineczkę dla dorosłych , spektakl, który miał premierę w przeddzień a powstał z połączonych sił członków Teatru Montownia i młodych założycieli Teatru Papahema ( tegoroczni absolwenci wydziału lalkarskiego w Białymstoku. Spektakl wzruszający, wypełniony wyobraźnią i znów talentami po brzegi. Wielkie brawa.

Jechałam nocą do domu myślałam, co to za wspaniały świat, temat, ludzie! Spotkałam się tego dnia z tyloma talentami, emocjami, pragnieniami, nadziejami. Taką miłością, bezinteresownością, sercem, wyobraźnią. I ani momentu o pieniądzach, karierze, ani chwili żalu, pretensji pogardy czy urazy. Ani sekundy małości, małostkowości. A ile chęci! Poczucia humoru! Inteligencji! Gotowości do ofiarowania wszystkich uczuć i myśli, podzielenia się. Ile błyszczących oczu i pracy do końca, do kresu możliwości fizycznych, do potu, do łez. Do łez w prezencie, dla innych. I na było w tym nic naiwnego. Tylko wiara i nadzieja że ma to sens, że tak trzeba, że to życie. A spotkałam i doświadczonych, uhonorowanych, kochanych przez publiczność i tych zaczynających, gorących pierwszym żarem , jeszcze niepewnych.

Wspaniały dzień.

05.12.2015

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...